niedziela, 22 lutego 2015

Rzym - poradnik dla głodomorów cz.1

Wybierając się w podróż do Wiecznego Miasta zaplanowaliśmy odwiedzenie nie tylko głównych, sztandarowych placów i budowli, ale także ciekawych lokali gastronomicznych. Przygotowaliśmy się na tę okoliczność precyzyjnie - dobre kilka tygodni spędziliśmy na szukaniu wskazówek w internecie, przeglądaniu opinii, blogów i przewodników oraz rozmowach ze znajomymi, którzy już mieli okazję odwiedzić Rzym. Co z tego wynikło? 
Najlepsze lokale znaleźliśmy przypadkiem! ;)

1. SUPPLI! Pierwszą rzeczą, jaką obiecaliśmy sobie skonsumować w Rzymie jest typowe dla stolicy Włoch - suppli!!!
Jest to przekąska z ryżu wymieszanego z sosem pomidorowym, mięsem mielonym, z kawałkiem sera mozzarella w środku. Ulepiona z tego kuleczka jest obtoczona w bułce tartej i usmażona na złocisty kolor. 
Gdzie można zjeść suppli? Właściwie wszędzie! W każdym lokalu z jedzonkiem na wynos, serwującym gotowe pizze i makarony na wagę. Najlepsze suppli są te dopiero co podane z kuchni, gorące, chrupiące z zewnątrz, z ciągnącym się serkiem.
Rodzajów tego typu przekąsek jest wiele, mają różne kształty, wielkość i skład, ale tradycyjne suppli jako jedyne nosi tę nazwę. Reszta widnieje raczej jako crocchette. Można także dopytać sprzedawców, poprosić by podali nam dokładnie tę rzymską przekąskę. 
Cena: 1 euro
Adresy przykładowych miejsc:
Re di Roma Pizza - Piazza dei Re di Roma, 19/20 
I suppli - Via di San Francesco a Ripa 137

2. LODY!
Będąc we Włoszech grzechem byłoby nie spróbować lodów! Lodziarnie są właściwie na każdym kroku, porcje nie są drogie, za to duże i z dodatkami. Można je znaleźć pod szyldem Gelateria lub Gelato.
Pierwszym lokalem wartym odwiedzenia jest Fatamorgana. Znajdziecie ją w kilku dzielnicach Rzymu, my testowaliśmy tę przy Re Di Roma (Via Aosta 3). Serwowane są tam lody o najdziwniejszych smakach i połączeniach, np. Akka Sellowa, mięta z żeń-szeniem, męczennica jadalna tj. passiflora, gruszka z gorgonzolą, blisko dziesięć odmian czekolady, smak starych ludzi (podpisane: ELDER) ;). Właściciele chwalą się, że ich lody produkowane są z naturalnych składników. 
Jedna gałka kosztuje 1 euro, ale porcja nie jest oszukana, oskrobana o kant pojemnika jak w rodzimym Grycanie... Polecamy! 











Drugim miejscem, które odwiedziliśmy była Gelateria na Via Ottaviano 51. Smaki tutaj serwowane są bardziej konwencjonalne i przypominają te, które można zjeść w Polsce (np.+1 w Galerii Krakowskiej). Za 2,5 euro dostajemy porcję złożoną z 3 smaków, bitą śmietanę i dekoracyjny rożek :) Ciekawą opcją są... lody w bułce! Niestety dowiedzieliśmy się o tym, po zjedzeniu naszego zamówienia i musieliśmy odpuścić... 







3. PIZZA!
We Włoszech, oprócz lodów oczywiście obowiązkowo - pizza! Pizze w najróżniejszych kształtach, smakach i typach znajdziemy w restauracjach, tratoriach, osteriach i barach szybkiej obsługi, gdzie jest sprzedawana na wagę lub kawałki. Dla osób, które zamierzają dużo zwiedzać i nie mają czasu na rozsiadanie się w zatłoczonych, nie najtańszych lokalach, ta ostatnia opcja będzie idealna. Nie czekamy na kartę, kelnerów, posiłek, rachunek i nie płacimy coperto (obowiązkowego napiwku w wysokości ok 1,5/2 euro od osoby). Widzimy co zamawiamy i możemy wybrać dowolną ilość.
W miejscach takich jak wspomniana już Re di Roma Pizza czy  I Suppli znajdziemy właśnie taką gotową, oczekującą na nas pizzę. Lokalem, który znaleźliśmy sami, zupełnym przypadkiem spacerując w okolicach Piazza Campo dei Fiori jest Antico Forno Roscioli przVia dei Chiavari 34.


Niezwykle przytulne miejsce, od podłogi do sufitu wypełnione chlebem, makaronem i włoskimi specjałami. W środku jest tłoczno i gwarno od włoskiego pokrzykiwania. Tubylcy oczekują w kolejce, by złożyć spore zamówienie na wynos - pewnie do domu, lub biura na lunch. Na ścianach wiszą zdjęcia przedstawiające to miejsce lata temu. Za ladą uwija się jak w ukropie kilku sprzedawców, obsługując parę osób na raz. Co chwilkę z piekarni wydawane są nowe posiłki, długie na 1,5 metra prostokątne pizze z przeróżnymi dodatkami, ciastka, drożdżówki i bułeczki. Pracę piekarzy można obserwować przez szklaną ścianę, przy której się ulokowaliśmy. 






Składamy zamówienie. Wskazujemy, która pizza nas interesuje, jakiej wielkości kawałek mają nam uciąć i czy chcemy zjeść na miejscu czy wziąć na wynos. Sprzedawca w białym fartuchy odrąbuje kawałek pizzy jednym uderzeniem wielkiego tasaka, waży i podaje rachunek, z którym udajemy się do kasy. To bardzo usprawnia cały system.
Po chwili już siedzimy przy wspomnianej szybie i obserwując zapracowanych piekarzy zajadamy się gorącą pizzą. 

Wybraliśmy dwa smaki: brokuły z kiełbasą oraz kolorowe papryki z mięskiem, gdyż chcieliśmy coś sycącego. Do wyboru najczęściej w takich lokalach są pizze ze szpinakiem, a'la caprese (pomidory, mozzarella i listki bazylii), z tuńczykiem, z bakłażanem czy bazyliowym pesto. Można znaleźć te na cieniutkim i na mocno grubym, miękkim cieście. Cena pizzy zależy od składników. Nasza kosztowała ok 18euro za kilogram i ponieważ była mocno nasycona produktami - dosyć ciężka. Za 4 kawałki widoczne na zdjęciach zapłaciliśmy ok 9 euro. Nie jest to super tanio w porównaniu z polskimi cenami, ale możemy powiedzieć z czystym sumieniem - było warto! Pyszna, gorąca, sycąca, nie oszukana. Chrupiące, gorące ciasto, dużo stopionej mozzarelli i świeże warzywa. 


Najlepszą reklamą lokalu jest niesłabnący tłumek tubylców (długo musieliśmy czekać na moment, w którym będzie dość luźno by zrobić zdjęcia) kupujących porcje jak dla tuzina osób, sprawna i niezwykle liczna obsługa pracująca na pełnych obrotach i unoszący się na całej ulicy, cudowny zapach świeżego pieczywa...

Via dei Chiavari 34 – Roma
Ceny: od 1 euro za suppli, pizza od 15euro za kg
http://www.anticofornoroscioli.it/

4. TRAPIZZINO!!! 


Niedzielny poranek spędziliśmy na największym targu rzymskim Porta Porteze, kierując się wzdłuż kilometrowych straganów do folklorystycznej, mało odwiedzanej przez turystów dzielnicy - Testaccio. 


Naszym celem było zobaczenie łupek amfor ze starożytnego wysypiska śmieci, przebywanie wśród tubylców i... zjedzenie TRAPIZZINI! 








Trapizzini to kwadratowe bułeczki wypiekane z nieco innego niż znane nam ciasto. Od zwykłych bułeczek jest bardziej wilgotne, tłustawe, równocześnie bardzo chrupiące i mięciutkie. Taka kwadratowa bułka przecinana jest po przekątnej na pół. Powstają dwa trójkąciki, które rozcinane w środku faszerowane są różnymi smakołykami.
Naszym celem było skosztowanie ośmiornicy. Niestety nie było nam dane spełnić to marzenie. Nadzienie ośmiornicowe nie było przygotowane tego dnia :( :( :(






Na początek wzięliśmy dwie bułeczki (3,5euro każda) by dowiedzieć się, czy warto zamówić więcej. 
Poprosiliśmy o trójkącik z farszem z duszonego szpinaku z cebulką oraz klopsik z mięsa mielonego w typowym włoskim sosie pomidorowym.
Zamówione kanapeczki stawiane są na specjalnych metalowych rusztowaniach w papierowych torebeczkach.  

Wewnątrz lokalu znajdowały się jedynie trzy, zajęte zresztą stoliki barowe, dlatego wyszliśmy na zewnątrz by cieszyć się słońcem. Rodziny z dziećmi wracały właśnie z popołudniowej mszy. Dzieciaki zobaczyły nas siedzących na ławce, szykujących się do pałaszowania trapizzini, na dodatek mówiących jakimś dziwnym językiem w tej nieturystycznej dzielnicy. W moment zleciały się wokół nas, gapiąc się z zainteresowaniem i wołając rodziców "mamma! trapizzini!" 


Tym sposobem przyciągnęliśmy ok. 15 nowych klientów... ;) Dowód poniżej ;) 



Ciężko powiedzieć, która kanapeczka smakowała nam bardziej. Obie były tak różne i obie były wyborne.
Nie zdziwi więc fakt, że wzięliśmy kolejne dwie! Postawiliśmy tym razem na typowo rzymskie wątróbki drobiowe zasmażane na cebulce oraz grillowany bakłażan z sosem pomidorowym i parmezanem.  



Kolejna eksplozja smaków w ustach.
4 trapizzini kosztowały nas łącznie 14 euro. Oczywiście to dużo po przeliczeniu na PLNy. Ale na rzymskie realia było to całkiem niedrogo, a dla nas coś zupełnie nowego, przepysznego, odkrytego w folklorystycznej, tubylczej dzielnicy, pełnej wiszącego prania, włoskiego pokrzykiwania z okien, rozbieganych  dzieciaków  i odpoczywających na trawce rodzin.



Cena: 3,5euro
Via Giovanni Branca, 88 00153 – Roma (Italia) ( + jeszcze 2 inne lokalizacje)
http://www.trapizzino.it/testaccio/

5. POMPI!!!


Jedno z miejsc, które odkryliśmy totalnie przypadkiem kierując się zasadą "gdzie dużo ludzi, tam dobre jedzenie" jest Pompi. Przed wyjazdem do Rzymu postawiliśmy sobie za kulinarny cel (jeden z wielu jak widać :P) zjeść pyszne, prawdziwe tiramisu. Mając doświadczenie z poprzednich podróży do Włoch, wiedzieliśmy mniej więcej, jakiego typu lokalu szukać. Mianowicie cukierni (tylko ze słodyczami) pełnej ludzi zajadających się słodyczami na stojąco czy kupujących masowo na wynos.
Spacerując uliczkami w okolicach piazza di Spagna natrafiliśmy na takie właśnie miejsce. Najpierw zauważyliśmy pojedyncze osoby przechadzające się po okolicy, a potem tłum ludzi wszelkiej rasy i maści wylany na ulicę przed lokalem na via della Croce. Każdy trzyma w ręce eleganckie bordowe pudełeczko i plastikową łopatkę!!! O co chodzi? Jakaś zorganizowana akcja? Coś rozdają? Jedni coś pałaszują, inni robią masę zdjęć tym pudełeczkom. Zaciekawieni gwarem, tłumem i dającą się wyczuć w powietrzu ogólną ekscytacją wyciągamy szyje by przyjżeć się w czym rzecz...



TIRAMISU!!! nie dało się nie krzyknąć! Przecisnęliśmy się przez podnieconą ciżbę do wnętrza małej cukierni. Po prawej szklana lada z cudownymi, kolorowymi ciastkami, kilkoma rodzajami tiramisu i lodami. Na wprost kasa z ciągnącą się aż na zewnątrz kolejką. Zasada jak w wielu miejscach w rzymie - placisz w kasie, odbierasz u obsługi za ladą. Wszystkie ściany obstawione są przez wypełnione po brzegi lodówki. Masa ciastek, czekoladek i bordowych pudełeczek z tiramisu poukładanych w wieże. Co jakiś czas wielka taca przeładowana zimnymi pudełeczkami wychodzi z zaplecza i uzupełnia pojawiające się w zadziwiającym tempie ubytki w lodówkach.  




Stanęliśmy przy szybie z wywalonymi jęzorami i zaczęliśmy studiować każde ciacho po kolei. 
Do wyboru cała masa deserów, pięknie wyglądających torcików. I kilka rodzajów tiramisu: klasyczne kawowe z amaretto, pistacjowe, truskawkowe, bananowe z czekoladą, orzechowe i pinacolada. 









W ciągu dwóch wizyt w Pompi zdecydowaliśmy się na tiramisu klasyczne, bananowe z czekoladą oraz pistacjowe (każde 4 euro). Do tego canolli (2,5 euro) - wspomnienie podróży do Catanii (Sycylia)... Canolli to typowy sycylijski przysmak, rozpowszechniony teraz w całym kraju. Rurka z charakterystycznego kruchego, chrupiącego ciasta wypełniona prawdziwą, słodką ricottą. Może byc posypana kruszonymi pistacjami lub oblana czekoladą, czasem z kandyzowaną wisienką na koniuszku. Ponoć najlepsze robią w Palermo. Nasza damska połowa próbuje Canolli w każdym włoskim mieście jakie odwiedza, i tylko to z Pompi dorównało canolli sycylijskiemu. Nie oszukane bitą śmietaną czy budyniem, wypełnione prawdziwym serkiem ricotta i obsypane słusznie kruszonymi pistacjami. Polecamy!




Wszystkie rodzaje tiramisu jakie skosztowaliśmy były obłędnie pyszne! (Te których nie próbowaliśmy zapewne też). Ulubieniec naszej damskiej połowy to klasyk - równocześnie słodki i śmietankowy, jak i cierpki od amaretto i kawy. Zimny ale nie zmrożony, naprawdę może "pick you up" w ciepły Rzymski dzień ;)


Jeśli chcecie skosztować pysznego tiramisu odwiedzając Rzym - to miejsce możemy polecić w 100%. Pompi ma kilka lokali, zatem zawsze będzie tam łatwo trafić. Zresztą tabun podnieconych ludzi sam Was tam zaprowadzi. 


http://www.barpompi.it/










6. FIORI DI ZUCCA!!!


Kwiaty cukini - Jest to sztandarowe danie żydowskich mieszkańców rzymu. Wbrew pozorom nie było go bardzo łatwo znaleźć. Większość łatwodostępnych restauracji prezentuje manu turistico: pizza, spaghetti bolognese (czyli ragu bolońskie którego prawdziwi Włosi nigdy nie podają ze spaghetti), spaghetti carbonarra, lasagne lub risotto warzywne. 
My trafiliśmy na fiori di zucca w restauracji w żydowskiej dzielnicy miasta Trastevere. Widniały w manu jako antipasti po 2euro. Była to doskonała okazja, żeby skosztować tego dania bez wydawania wielkich pieniędzy na obfite porcje. Za 4 euro dostaliśmy zatem dwa kwiatuszki. 
Kwiaty cukini są oczyszczane, faszerowane serkiem z anchois (sardele) następnie moczone w cieście naleśnikowym i smażone na złoty kolor na głębokim oleju.
Nie jest to danie fit, kwaity próbowane przez nas byly dosyć tłuste. Serek w środku smacznie się roztopił. Nie jesteśmy jednak pewni czy dodano do niego anchois... Cieszymy się, że kolejne tradycyjne danie zaliczone ale chętnie spróbujemy go także w innych lokalch.